aby się wpisać kliknij    >> tutaj <<
liczba wpisów w księdze (od 01.08.2005):    37



09.09.2010     g. 10.55
Bohdan
bewit1@tlen.pl

Witam i zapraszam do obejrzenia na YouTube filmu 'Andrzej Marciniak' wspominającego również Zygmunta Andrzeja Heinricha
http://www.youtube.com/watch?v=RO45ox59yfo



23.08.2009     g. 14.55
Witek
v13@op.pl

Oryginał listu Elzy Avila znajduje się na stronie
http://en.wikipedia.org/wiki/Talk:Andrzej_Heinrich



2.06.2009     g. 16.30
Anna Okopińska
Anna.Okopinska@fuw.edu.pl

Zyga, wciąż tak trudno się pogodzić a tym, że nie ma Cię wśród nas. Nie ma Cię w składzie himalajskich wypraw, a byłeś przecież tak ważnym ich uczestnikiem. Twojej odwadze, górskiemu instynktowi i rozsądkowi zawdzięczamy największe sukcesy polskiego himalaizmu. A przede wszystkim byłeś wspaniałym człowiekiem i kolegą.

W niedzielę wspominaliśmy Cię z ciepłymi uczuciami na Wiktorówkach, nasz wyprawowy Dziadku. I będziemy nadal myśleć o Tobie.



31.05.2009     g. 22.12
Marek Roslan
mroslan@esculap.pl

Z przyjemnościš i wzruszeniem przeczytałem słowa Elzy. Ona jest też niezwykłą kobietą. Strona Zygi b. mi się podoba. Dużo pracy wymagała. Świetnie że jest.
Pozdrawiam serdecznie.



3.05.2009     g. 22.12
Elsa Avila
aguayo@clubalpinomexicano.com.mx

MY FRIEND ZYGA, I WILL ALWAYS REMEMBER YOUR LOVING FACE, YOUR FRIENDSHIP IN THE MOUNTAIN BUT OVERCOAT YOUR KINDNESS TO ALL OF HUMANITY. IT'S A PITY THAT I DIDN'T SPEAK POLISH TO TELL YOU SO MANY THINGS THAT I STILL HAVE WITH ME.
I ALSO ACKNOWLEDGE: FALCO, HIS FRIENDSHIP, HIS SENSE OF HUMOR AND LAUGH...
MIREK: EVEN YOU WERE SO SERIOUS YOU WERE ALWAYS DETERMINED AND HELPFUL
WACEK: YOUR STRENGTH, FRIENDSHIP
GENEK: YOUR CHARISMA, SMILE, STRENGTH, FRIENDSHIP, CALMNESS
JUREK: THE BEST TEACHER I COULD EVER HAVE, YOUR CALM, EXPERIENCE, LOVE AND FRIENDSHIP
IT WAS A REAL PRIVILEGE TO CLIMB SIDE BY SIDE WITH THE CLIMBING HISTORY OF POLAND IN THOSE YEARS. I AM SURE THAT WHEREVER THEY ARE, THEY ARE HAPPY WITH MY SUCCESS AND I´LL CHEER WITH A GLASS OF VODKA AND SAY: NA ZDROWIE!!!! AND DZIEKUJE BARDZO, BECAUSE LIFE IS LIKE CLIMBING A MOUNTAIN, AND I LEARNT THAT FROM ALL OF YOU.



03.10.2007     g. 18.02
Bohdan
bewit1@tlen.pl

Wspominając  Andrzeja wpisuję słowa Karoliny Lanckorońskiej:
"Przyjaźń nie kończy się ze śmiercią przyjaciela. Końcem przyjaźni byłby tylko koniec wartości, które się od przyjaciela otrzymało.
Przyjaciel żyje, póki żyje w nas wpływ jego czy przykład,
a jeśli potrafimy wartości te drugim przekazać, to i ze śmiercią naszą przyjaźń owa nie umiera, tylko duch jej żyje dalej w innych już ludziach.".



08.06.2007     g. 10.10
Jacek Chruścielewicz
jchruscielewicz@tlen.pl

Do mojego poprzedniego wpisu wkradło się przez moją niedbałość trochę błędów, ale niech już pozostaną zwłaszcza, że opis zdarzenia jest jasny i zrozumiały.



08.06.2007     g. 10.05
Jacek Chruścielewicz
nie podano adresu e-mail

Niżej podpisanego drogi życiowe przecięły się zaledwie przez jeden rok szkolny 1952/53 w klasie IX bodaj w oddziale \"a\" Liceum Ogólnokształcącego im.M.Kopernika w Żywcu. Andrzej mieszkał ze swoją mamą i młodszą siostrą prawdopodobnie w mieszkaniu nauczycielskim przy Technikum Rolniczym w pobliskiej wsi Moszczanicy, gdzie jego mama była nauczycielką. Pamiętam, że mroźną i śnieżną zimą dojeżdżał do szkoły na nartach, mijając po drodze żywiecki Cmentarz Przemienienia Pańskiego. Do klasy wchodził z zaczerwienioną od mrozu twarzą i nosem.
Piszę jednak po to, aby przypomnieć pewne wydarzenie z nim związane.
Oto, na pobliskiej górze Małym Grojcu, na stromym jej zboczu, nakierowanym trójkątnie na łączącą się z rzeką Sołą, jej prawy dopływ - rzekę Koszarawę, jej prawy dopływ, w pobliżu żelaznego mostu, z inicjatywy Sekcji Narciarskiej R.K.S. Unii \"Czarnych\" Żywiec została wybudowana z bierwion drzewnych skocznia narciarska. Miała ona charakter skoczni treningowej, ale na której można było oddawać tak na oko skoki w granicach trzydziestu paru metrów. Dodatkwą niedogodność stanowił dosyć krótki płaski teren, na którym skoczek musią wyhamować pęd i zahamować, aby nie skąpać się w rzece.
Kiedyś Andrzej założył się z jednym z kolegów, że odda skok na tej skoczni i go ustoi. Skądinąd było nam wiadomo, że nigdy przedtem nie skakał. Zaintrygowani zakładem udaliśmy się po lekcjach z Andrzejem, kolegą, który się założył oraz z grupką innych kolegów pod ową skocznię.
I faktycznie. Andrzej, na swoich zwyczajnych nartach, nie przystosowanych do skoków, oddał skok na oko w granicach trzydziestu metrów, w całkiem przyzwoitym podpatrzonym u ówczesnych skoczków stylu, ustał go i nie wpadł do rzeki. Tymczasem niżej podpisany nawet nie zdołał wspiąć się na szczyt skoczni pozbawionej jakikolwiek balustrad czy poręczy.
Tak więc Andrzej już wtedy wykazywał ponad przeciętną odwagę, która procentowała mu następnie przez wiele lat jego alpinistycznej drogi.
Jacek Chruścielewicz
Kraków



29.05.2007     g. 06.46
Elżbieta Słupek
eebeas@interia.pl

Dzisiaj mija kolejna rocznica. Dla wielu osób to dzień, w którym wrócą wspomnienia. Adrzeju nasz drogi!! Ty wciąż jesteś obecny wśród nas. Twoje książki z autografami, zdjęcia z wyprawy na Mnicha, Twoje listy. I plany, których nie mogliśmy zrealizować. Pamiętamy o Tobie !!



14.05.2007     g. 14.27
Witek
v13@op.pl

Zbliża się 18 rocznica polskiej tragedii na Lho La.
Trzy lata temu Jan Satjan napisał w \"Dzienniku Polskim\" : \"Zapomniany alpinista\"
\"Mija 15. rocznica tragicznej smierci w lawinie pod Everestem
krakowskiego himalaisty i ukochanego przez srodowisko robotnicze
dzialacza \"Solidarnosci\" - mgr. inz. Andrzeja Heinricha. Niestety, o Nim
zapomniano. Nie doczekal sie zadnych odznak pamieci, np. ulicy w Nowej
Hucie, a tak Go kochalismy\".

Z jego inspiracj pamięć Wielkiego Zygi żyje nadal i rozwija sięi, co widać na stonie Michała.



07.05.2007     g. 22.13
Michał
nie podano adresu e-mail

Wielka to rzecz móc poznać osobę Wielkiego Zygi. Mnie nie było to dane, znam Go z kart wielu książek. Składam wyrazy najwyższego szacunku.



15.02.2007     g. 12.12
Krzysztof Milik
milik@interia.pl

Fajna stronka. Przydało by sie więcej archiwalnych mp3 oraz filmików z udziałem Zygi. Pozdrawiam



16.01.2007     g. 12.15
Elżbieta Słupek
eebeas@interia.pl

Przeczytałam wpis Pani Teresy i znowu wróciły wspomnienia.24.07.1980r.Andrzej dokonał takiego wpisu do mojego pamiętnika.
\"W materiałach z wyprawy nie może zabraknąć listu Najwybitniejszego Polaka naszych czasów, w którym
Jan Paweł II tak pięknie pisze o alpiniźmie\".

W.Panowie
Andrzej Zawada i uczestnicy himalajskiej wyprawy

Cieszę się i gratuluję sukcesu moim Rodakom,
pierwszym zdobywcom najwyższego szczytu świata
w historii zimowego himalaizmu.
Życzę Panu Andrzejowi Zawadzie i wszystkim
uczestnikom wyprawy dalszych sukcesów w tym
wspaniałym sporcie, który tak bardzo ujawnia
\"królewskość\" człowieka, jego zdolność poznawczą i wolę panowania nad światem stworzonym.
Niech ten sport, wymagający tak wielkiej siły ducha
stanie się wspaniałą szkołą życia, rozwijającą w Was
wszystkie wartości ludzkie i otwierającą pełne
horyzonty powołania człowieka.
Na każdą wspinaczkę, także tę codzienną z serca
Wam błogosławię.
Jan Paweł II
Watykan dnia 17lutego 1980r.



10.01.2007     g. 01.49
Teresa
teresa.pad@poczta.onet.pl

Cytat za: \"Zdobyć Everest\" Wojciecha Adamickiego:

\"Zawada był zszokowany wspaniałą kondycją Heinricha - ten yeti zszedł z Przełęczy w półtorej godziny!
Heinrich wypił tylko coś na stojąco, nawet raków nie zdejmował, w chwilę po nim zszedł Pasang, byli rozgrzani zejściem, chcieli to wykorzystać i iść dalej.
Co siedzi w tym Heinrichu? Na początku wspaniale szedł w górę, harował jak wół przy zakładaniu obozów, a później tak jakby przestał wierzyć w sukces. Jeśli ten motyw przestał działać, nic dziwnego, że coś go jakby hamowało.
Może ten wypadek na Noszaku dwadzieścia lat temu... Robili wtedy trawers i poszła lawina. Jeden z nich wtedy zginął, natomiast drugi partner Zygi poszedł po pomoc drogą przez ścianę, której nie znał. Zyga przesiedział kilka dni przywiązany do czekana. Ponieważ pomoc nie nadchodziła, przypuszczał, że tamten się zabił, zaczął się czołgać sam. Pomoc nadeszła po czterech dniach, koledzy byli przekonani, że Zyga nie zyje, bo przecież w tym czasie dopiero przekraczano barierę 7000 metrów, poza tym wiadomo było, że zbyt długo przetrwać tam nie można. Był to słynny wypadek, zrobił mocne wrażenie. Są to ciężkie sprawy dla człowieka.\"

Jestem laikiem. Nie jestem człowiekiem gór. Zyga był dla mnie GURU, był dla mnie KIMŚ. Pamiętam ten majowy dzień. Sucha, lakoniczna wiadomość podana przez radio. Wśród wielu (znakomitych) nazwisk pada to, którego ZUPEŁNIE nie spodziewałam się, którego w najśmielszych oczekiwaniach nie brałam pod uwagę: Andrzej Zygmut Heinrich. Ugięły się pode mną kolana (to nie jest przenośnia, tak było naprawdę) i usiadłam. Przecież to był (niestety BYŁ) człowiek gór, niemalże Yeti. Zyga mógł zginąć wszędzie. Mógł zostać potrącony przez samochód, mógł utopić się... ale nie: ZGINĄĆ W GÓRACH! a jednak...
Kilka miesięcy po tym tragicznym wydarzeniu (jesienią 1989 r.) byłam na spotkaniu w EMPIK-u z Andrzejem Zawadą i wtedy Andrzej powiedział coś, co ja wiedziałam od samego początku: \"Jeżeli tam zginął KTOŚ taki jak Zyga, to znaczy, że tam nic więcej nie można było zrobić.\"



03.10.2006     g. 16.58
Andrzej Marciniak
andrzej.m@bissp.com.pl

Andrzej Zygmunt Heinrich „Zyga „ zaczynał wspinaczkę kiedy nie było mnie jeszcze na świecie ale wspólna pasja do gór skrzyżowała nasze drogi życiowe. Zyga był dla mnie niedoścignionym wzorem. Na wyprawie na Everest w 1989 roku mogłem naocznie przekonać się jak cudownym był człowiekiem. Przepełniony miłością i szacunkiem do gór, z wręcz dziecinna serdeczność do otaczającego świata, a szczególnie do ludzi. To Zyga był motorem akcji wyjścia naprzeciw schodzącej ze szczytu Everestu dwójce. Chciał im ulżyć, chciał pomóc w torowaniu i znoszeniu ładunku, chciał jak najszybciej cieszyć się razem z nimi sukcesem. Niestety zapłacił za to najwyższą cenę. Pozostał w górach i z górami ale i w naszej pamięci na zawsze. Zyga pamiętamy o Tobie!



10.09.2006     g. 16.28
Jerzy Chodur
JeCh@1gb.pl

Miałem to wielkie szczęście poznać Andrzeja osobiście . Kilka razy uczestniczyłem w cudownych krakowskich spotkaniach z Nim o Górach i wspólnego oglądania slaidów robionych Smieną. Do dzisiaj słyszę jego ciepły przyjazny ludziom głos . Dzięki Niemu pokochałem Tatry jeszcze bardziej i do dzisiaj po nich się włóczę chociaż nie wiadomo kiedy stałem się już starszy od Niego.
To cudowne że ludzie o Nim pamiętają !



10.07.2006     g. 21.28
Martyna Wojciechowska
pr@martynawojciechowska.pl
moja strona:   martynawojciechowska.pl

Andrzej Heinrich nie tylko dla himalaistów stanowi wzór do naśladowania. Z Żywca dotarł krętą drogą w Góry Wysokie, które sobie tak ukochał. Tam także nie wybierał drogi na skróty - angażował się w wyprawy, które stawiały sobie ambitne cele sportowe, wyznaczał nowe drogi... Miałam okazję z bliska przyjrzeć się tej drodze, którą przechodził podczas swojej ostatniej w życiu wspinaczki na Everest... Takie wyzwania uczą nas koncentracji na celu, pokory i zmuszają do wykrzesania z siebie możliwości, o które sami się nie podejrzewamy. Życzę wszystkim, którzy odwiedzają tę stronę właśnie takich odkryć.
Martyna Wojciechowska
FALVIT EVEREST EXPEDITION 2006



13.06.2006     g. 19.13
Elżbieta Słupek
eebeas@interia.pl

Posłuchajcie co Andrzej napisał w marcu 1986roku

Tam w Himalajach pod Cho Oyu szczytem
Idę i patrzę na góry z zachwytem
Idę i myślę co się ze mną stanie
Gdy grań przekroczę, \"po tamtej stronie\"
Kogo napotkam, kogo dogonię.

Andrzeju! Często o Tobie wspominamy.To właśnie Ty pokazałeś nam Tatry ze szczytu Mnicha.
Wdzięczni Elka/Wujenka jak lubiłeś mówić/i Andrzej
Słupkowie.



10.06.2006     g. 20.58
Monika Rapalska
nie podano adresu e-mail

Gorąco polecam tę stronę wszystkim, którzy tak jak ja kochają Góry.

Przegladajcie ja uważnie, aby nie przeoczyć kilku na prawde wartościowych rzeczy.

Pozdrawiam gorąco :)



06.06.2006     g. 12.32
Alicja Dorzak
alador@op.pl

Bardzo się cieszę że wreszcie, tak ważna dla nas wszystkich \"Żywczoków\" sprawa upamiętnienia Wspaniałego Człowieka, jakim był Andrzej Heinrich szczęśliwie się zakończyła i ma On swoją tablicą pamiątkową na Wiktorówkach. Kieruję słowa podziękowania do p.Leszka Plewickiego i grona przyjaciół Andrzeja, którzy do tego doprowadzili. Dołączam się do podziękowań dla młodego GOPR-owca, autora strony, która jest niezwykle syntetyczna, a tak bardzo wzruszająca.

Alicja Dorzak



10.04.2006     g. 23.38
regua
regua@regua.biz

Bardzo fajna stronka. Nieźle, nieźle :)



11.02.2006     g. 08.49
Dorota Kobierowska-Dębiec
poznajswiat@poczta.fm

Z ważniejszych rzeczy w życiu jest podążanie za prawdą. Wysokogórska wspinaczka to test na prawdę najczystszej próby. Ci, którzy potrafią sprostać wyzwaniom, jakie stawiają niebosiężne szczyty, wydają się być ludźmi ze szlachetniejszej gliny. Z podziwem myślę o dokonaniach Andrzeja Z. Heinricha i Eugeniusza Chrobaka – jego partnera od liny. Zrządzeniem losu ci najwięksi pozostali na zawsze u stóp Mount Everestu. Wraz z nimi równie wierni górom: Mirosław Falko Dąsal, Mirosław Gardzielewski i Wacław Otręba.
Dane mi było poznać losy ich wyprawy, najtragiczniejszej w historii polskiego himalaizmu. Pisząc książkę „Dosięgnąć Everestu” nie mogłam oprzeć się wrażeniu symbolicznego wymiaru tej wyprawy, w której Góra nie wypuściła ze swych objęć tych najbardziej Jej oddanych.
Na zawsze pozostali wierni sobie, górom i braterstwu liny...

Z podziwem dla niezwykłej pasji Ludzi Gór
Dorota Kobierowska-Dębiec



17.01.2006     g. 19.56
Piotr Chrzanowski
petercperu@yahoo.ca
moja strona:   www.explorex.net

W moich wyprawach straciłem już chyba z tuzin dobrych kolegów.
W lawinach, w spadkach po niesamowitych urwiskach, na nartach, w alpinizmie. No, ale tak sie toczy życie, kiedy sie strasznie kocha góry. Te wszystkie duchy, razem z Andrzejem, są pewno gdzieś teraz razem. I tylko z góry patrzą na dół, na nas i tylko dają nam więcej inspiracji, aby dalej robić to co się kocha. Czy to na nartach ekstremalnych, czy we wspinaczce, czy w kajaku lub w locie na paralotni...
Piotr Chrzanowski



22.12.2005     g. 10.43
Janusz Kurczab
kurczab@o2.pl

Cieszę się, że postać Andrzeja Heinricha została w ten sposób upamiętniona. Jest tego naprawdę wart!
\"Zyga\" był świetnym alpinistą i towarzyszem wspinaczek, na którym zawsze można było polegać. Jego ofiarność i gotowość niesienia pomocy w górach była powszechnie znana i może słuzyć za przykład dla wszystkich.



07.12.2005     g. 00.32
Marek Roslan
mroslan@pharmanet.com.pl

Naznaczałeś przyjaźnią chyba wszystkich, którzy się z Tobą zetknęli. Jestem dumny, że mogę o Tobie myśleć jako o partnerze.



30.11.2005     g. 14.03
Józef Nyka
jozef@nyka.home.pl
moja strona:   www.nyka.home.pl

Z moich licznych (tyle lat...) przyjaciol i partnerow wspinaczkowych
przeszlo stu stracilo zycie w gorach. Poza dobrymi wspomnieniami,
pozostaly po nich tabliczki na grobach, kilku ma tablice pod Osterwa, na
Wiktorowkach, w Zakopanem. A czesc - wsrod nich Zyga - nie ma nawet
grobow. Zaledwie paru doczekalo sie upamietnien takich, jak patronat
szkol, izby pamieci czy wreszcie poswiecone im kaciki w internecie.
Ciesze sie ogromnie, ze moj niezapomniany partner z Tatr i Dolomitow,
Andrzej \"Zyga\" Heinrich, znalazl sie w tej wyroznionej garstce i niejako
otrzymuje drugie zycie - wsrod mlodziezy, ktora mu zawsze byla tak
bardzo bliska. Oby zyl wsrod niej jak najdluzej...



23.11.2005     g. 12.19
Witek
v13@op.pl

Z czcią pamiętamy o Tobie



10.11.2005     g. 11.42
Leszek Plewicki
nie podano adresu e-mail

W maju, a może 28. kwietnia minęło 50 lat odkąd poznaliśmy się. Tylko żal, że do tego filmu już od przeszło 16. lat nie da się nic w naszym świecie dołożyć...



27.10.2005     g. 12.15
Krystyna Ostoja-Zawadzka
nie podano adresu e-mail

Andrzeju;chciałeś być jak najbliżej Tego który był dla Ciebie jedyną miarą wszystkich rzeczy-pamiętam nasze rozmowy o wschodzie słońca na Babiej czy na grani Hrubego.Przeżyliśmy razem trudne ale jakże wspaniałe dziecinstwo i młodość.Byliśmy zawsze razem,dzięki Ci że nadal mnie wspierasz-do zobaczenia -Krystyna.



21.10.2005     g. 22.42
Rysiek Dmoch
nie podano adresu e-mail

Zyga, mój drogi przyjacielu. Jesteś wysoko w górach i jesteś tam dalej w zacnym gronie: Gienia Chrobaka, Mirka Gardzielewskiego, Mirka Dąsala, Wacka Otreby....
Myślę o Tobie, wspominam, widzę Cię i słyszę Twoj głos. Jestem z Tobą.



08.10.2005     g. 17.06
Andrzej Heinrich
focus777@o2.pl

mam tak samo na imię to był brat mojego taty pozdrawiam wszystkich!



16.09.2005     g. 00.33
Jan Satjan
nie podano adresu e-mail

Szczęśliwy,że wrócił z Lho-La na ziemię rodzinną...
Godna szacunku jest szkoła,w której trwa pamięć o jej wychowankach.Gratuluję pracy wartej naśladowania i kontynuacji.

*****
\"Witajcie kochane góry -
O, witaj droga ma rzeko!
I oto jestem znów z wami,
A byłem tak daleko!\"

Jan Kasprowicz



06.09.2005     g. 08.56
jw.
jawiltosinski@neostrada.pl

Jeszcze raz jw. Uważam że konieczna jest pewna konsekwencja i uwaga przy pisaniu nazw geograficznych, pisownia powinna być angielska albo polska. Ale to w końcu drobiazg...



06.09.2005     g. 08.43
jw.
nie podano adresu e-mail

Pamięć w człowieku jest przemijająca. Tak było jak jest zapisane.



30.08.2005     g. 10.28
Jacek Rządkowski
jrzadkowski@o2.pl
moja strona:   www.organy.art.pl

Drodzy Autorzy;

stronka - choć dziś skromna - jest niezwykle ciekawa. Na pewno Andrzej jest osobą wartą pokazania poprzez net młodym ludziom. Niestety wspinaczkę zacząłem uprawiać na tyle późno, że nie było mi dane już związać się z Nim liną, natomiast z lektury rozlicznych książek, wspomnień tych co się z Nim wspinali i Jego kursantów wyłania się obraz człowieka, o którym nie można zapomnieć. Życzę pomyślnego rozwoju stronki, którą obiecuję odwiedzać regularnie. W imieniu organizatorów dziękuję za wsparcie umieszczonym bannerkiem akcji \"Śmigło dla Tatr\".

Z taternickim pozdrowieniem: Jacek Rządkowski.



29.08.2005     g. 10.36
Aleksandra Bury
nie podano adresu e-mail

Michał, strona jest bardzo interesująca. Życzę dalszych świetnych pomysłów. A. Bury



01.08.2005     g. 18.36
autor strony
fojcik@poczta.onet.pl

Zapraszam do wpisywania się!



inne strony księgi
1 2